Często jako rodzice chcielibyśmy uchronić swoje dzieci przed podejmowaniem nieodpowiednich decyzji, przed porażkami, które są nieodłączną częścią naszego życia, czy przed upadkiem, który oprócz tego, że zadaje ból, jest dla każdego z nas, na każdym etapie życia, ogromną nauką. Złościmy się, gdy nie słuchają tego, co mówimy, a później płaczą, gdy wychodzi na nasze.

Niestety zapominamy, o pozytywnych skutkach złych wyborów, których dokonywaliśmy i nadal dokonujemy i których dokonują nasze dzieci. Mają do tego prawo, a my nie powinniśmy za wszelką cenę ich przed nimi chronić, bo między innymi dzięki nim są w stanie dorosnąć, dojrzeć, stać się kochającymi i odpowiedzialnymi osobami oraz rozwinąć zdrowe poczucie wartości. Ktoś kiedyś tak to fajnie zaprogramował, że właśnie te zdawałoby się najmniej oczekiwane sytuacje, uczą najwięcej.

Sukces oprócz tego, że przynosi radość, nie zmusza do refleksji. Porażka natomiast kształtuje naszą determinację, zmusza do wyciągania wniosków, nakazuje zastanowić się, w którym momencie popełniliśmy błąd, a to skutkuje większą świadomością siebie w przyszłości. Czy nie o to właśnie chodzi w dorastaniu? Będąc rodzicem, powinniśmy poprzez pytania, naprowadzać dziecko by zastanowiło się nad ewentualnymi konsekwencjami, ale nie próbować go przed nimi chronić. Powinniśmy towarzyszyć, a nie torować drogę.

Jako rodzice tak już mamy, że wydaje nam się, iż zawsze wiemy najlepiej i w wielu kwestiach tak rzeczywiście jest. Bo jesteśmy starsi, bo więcej przeżyliśmy, bo potrafimy przewidywać, bo kierujemy się rozsądkiem, w końcu, bo kiedyś popełniliśmy wiele błędów. Nie daje nam to jednak prawa do ograniczania wolności naszym dzieciom ani do rozkładania nad nimi parasola ochronnego, bo to bez sensu. Gdyby nawet nam na to pozwoliły i udałoby nam się w tej bańce przeprowadzić je przez okres dorastania i buntów, wyrządzilibyśmy im wielką krzywdę, bo nie dowiedziałyby się o sobie wielu ważnych rzeczy. Nie wyobrażam sobie normalnego funkcjonowania w społeczeństwie jednostki, która tak naprawdę dotąd do tego społeczeństwa nie należała. Choć to brzydkie porównanie, to trochę tak jak wypuszczenie do buszu tygrysa, który pierwsze lata życia spędził wśród ludzi, którzy go karmili, odbierając tym samym szansę przetrwania w naturalnych warunkach.

Powinniśmy być drogowskazem, gdyż nasze dzieci muszą bagaż swojego życia wypełnić swoimi doświadczeniami, by móc być drogowskazami dla swoich dzieci. Nie wolno nam zbyt wiele narzucać. Jedynym co możemy zrobić to rozmawiać, proponować, naprowadzać i kochać, szczególnie gdy popełniają błędy. W myśl zasady, że dzieci potrzebują nas najbardziej wtedy, gdy najmniej na to zasługują.

Ci z nas, którzy potrafią wtedy po prostu być obok, bo są świadomi, że nie da się inaczej, dorastali w towarzystwie  niezwykłych rodziców, pozostali muszą przełamać swoje lęki oraz obawy i stać się niezwykłymi rodzicami, obok których ich dzieci będą miały szansę wykształcić w sobie odpowiedzialność, pokorę, miłość oraz szacunek do życia i do drugiego człowieka.

To trudne, ponieważ bardzo często wtedy chronimy samych siebie i nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy. Chcąc teoretycznie uchronić dzieci przed cierpieniem, smutkiem i płaczem, chowamy się za starym dobrze znanym stwierdzeniem – jako rodzic mam obowiązek chronić swoje dziecko przed przykrymi konsekwencjami – w rzeczywistości jednak chronimy siebie, gdyż nie chcemy zmierzyć się z pojawiającymi się w nas uczuciami. Tymczasem to jedyna szansa, by dowiadywać się o sobie rzeczy, których nigdy nie bylibyśmy w stanie dowiedzieć się, gdyby nie właśnie relacja z dzieckiem. Dzieci dają nam szansę na rozwój naszego dorosłego poczucia wartości i temu służą między innymi te trudne momenty i emocje, które tak jak napisałam na początku, uczą najwięcej.

Wystarczy towarzyszyć w nich dziecku, często nawet niczego nie mówiąc. Przyglądając się, kim są, kim my jesteśmy i kim stajemy się w kontakcie z nimi oraz odpowiadając sobie na pytanie – dlaczego to, co się dzieje, tak bardzo mnie denerwuje? Pierwszą szansę na rozwinięcie poczucia wartości, człowiek dostaje w domu rodzinnym i wtedy duże znaczenie ma podejście rodziców. Różnie z tym bywa, ponieważ jako rodzice często właśnie chronimy dzieci przed życiem i choć robimy to w najlepszej wierze, nie pozwalamy im na poznawanie siebie. Drugą szansę otrzymujemy, gdy zostajemy rodzicami. Każda trudna sytuacja, powinna być dla nas wtedy okazją, do dostrzeżenia w sobie, tego czego nie byliśmy dotąd świadomi.

Załóżmy, że dziecko przezywa stratę, która powoduje w nim szereg uczuć i emocji, które nas denerwują. To sygnał, że w dzieciństwie przeżywaliśmy dokładnie to samo i że nasi rodzice nie pozwolili temu wybrzmieć.

– Przestań się mazać, mówiłam ci, żebyś nie oddawał tego misia!

-Wiedziałam, że tak będzie, dlatego nie chciałam zgodzić się, byś tam właził. Przestań płakać!

-Sam tego chciałeś, więc teraz nie płacz. Gdybyś mnie posłuchał, nie byłoby tego wszystkiego.

-Mówiłam ci, że nie dasz rady.

Tak mogły brzmieć zdania, które nakazywały nam zdusić w sobie to, co czuliśmy będąc dziećmi i te uczucia teraz proszą się o uwagę, gdy nasze dziecko przeżywa coś, czego my nie potrafimy zrozumieć. Pojawiająca się w nas złość informuje nas, że jest coś, do czego powinniśmy się dokopać, zatroszczyć o to, by móc wesprzeć swoje wewnętrzne dziecko. To pozwoli nam jako rodzicom, towarzyszyć temu małemu człowiekowi, rozwijając jednocześnie swoje i jego poczucie wartości. Często niemal te same zdania wypowiadamy do naszych dzieci.

Gdybyśmy nie doświadczyli w dzieciństwie takiego zbagatelizowania tego, co czuliśmy, gdyby rodzice pozwolili nam opłakać podjętą przez nas decyzję, będąc po prostu obok nas, dzisiaj potrafilibyśmy towarzyszyć w takich sytuacjach swojemu dziecku.

Mechanizm w gruncie rzeczy jest stosunkowo prosty, jego trudność polega na tym, że nauczeni jesteśmy odcinać się od tego, co niewygodne, co każe nam wrócić w miejsce, w którym brakowało nam poczucia zrozumienia i bezpieczeństwa, jednych z najważniejszych potrzeb każdego dziecka.

Zanim więc kolejnym razem ten mechanizm będzie nakazywał ci za wszelką cenę chronić dziecko przed trudnymi emocjami i konsekwencjami, podpowiadając, że jest to twoim rodzicielskim obowiązkiem, przyjrzyj się mu i dopiero wtedy podejmij ostateczną decyzję.

Zdj. pexels.com

Inne wpisy