Niestety szkoła nadal funkcjonuje na zasadzie wytykania dzieciom, z czym sobie nie radzą i na próbach motywowania ich, by nad tym pracowały. Tymczasem najskuteczniejszą formą motywacji jest pozytywne wzmocnienie. To ono daje wiarę, że potrafię i jeśli potrafię jedno, to pewnie mogę spróbować czegoś innego.

O tym, że nauka nie musi być tylko nudnym obowiązkiem wiedzą dzisiaj już chyba wszyscy. Coraz głośniej mówi się o potrzebie ogromnych zmian w polskiej szkole i to bez wątpienia jest dobre. Mam nadzieję, że dożyjemy czasów, kiedy te zmiany zaczną się dziać i jeśli nie nasze dzieci, to chociaż nasze wnuki będą miały możliwość, uczyć się w sposób zapewniający prawdziwy rozwój.

Cieszę się jednocześnie, że świadomość, którą posiadamy, możemy wykorzystać w domu i o tym, jak to robić, napiszę dzisiaj.

Zainteresowanie

Zawsze powinniśmy być zainteresowani tym, co dzieje się u dziecka w szkole i wcale nie mam na myśli postępów w nauce. Dużo istotniejsze jest zainteresowanie przyjaźniami, relacjami z innymi dziećmi, gdzie spędziło długą przerwę na korytarzu czy na boisku, itd. Tymczasem rodzice często skupieni są tylko na tym, jak poszło na sprawdzianie i czy się nie pomyliło, recytując wierszyk.

Powinno zależeć nam, by jak najbardziej poznać swoje dziecko, a to oznacza przede wszystkim to, jak ono sobie radzi w kontaktach z innymi dziećmi, z porażkami w szkole, z niesprawiedliwością ze strony nauczyciela, itd. Nie mamy już takiej jak we wcześniejszych latach możliwości obserwowania dziecka, ale nadal powinniśmy się nim interesować, rozmawiając i słuchając. Te relacje powinny być z punktu widzenia rodzica przynajmniej równie ważne, jak stopnie, choć ja uważam, że powinny być nawet ważniejsze.

Oceny

Pierwsze lata dziecka w szkole, to czas, kiedy teoretycznie nasze dzieci nie są w szkole oceniane. Stopnie zamieniono na punkty, jednak tak naprawdę nie zmieniło się nic.

Może jestem w mniejszości, ale uważam, że stopnie/punkty, czy jak inaczej nazwiemy skalę wyrażającą postępy dziecka w nauce, są potrzebne. To nie one są problemem, to rodzice nie rozumieją, czemu one służą i wykorzystują je do porównań z innymi dziećmi w klasie.

Nauka

Dyktanda, zmuszanie do czytania, kucie na pamięć tabliczki mnożenia to metody jednak bardzo przestarzałe. Stosowali je nasi rodzice, bo nie znano alternatywnych. Robili to w najlepszej wierze oraz w pełnym przekonaniu, że to jedyna słuszna droga.

My wiemy, mamy internet, wzrost zagadnień świadomego rodzicielstwa i właśnie dlatego możemy wyjść naprzeciw szczególnie dzieciom, które mają problemy. Dzieciom, dla których matematyka wydaję się najbardziej zawiłą dziedziną wiedzy. Dzieciom z dysleksją lub dysortografią, dla których napisanie dyktanda to niewyobrażalny dla osoby bez takich problemów stres.

Niestety szkoła nadal funkcjonuje na zasadzie wytykania dzieciom, z czym sobie nie radzą i na próbach motywowania ich, by nad tym pracowały. Tymczasem najskuteczniejszą formą motywacji jest pozytywne wzmocnienie. To ono daje wiarę, że potrafię i jeśli potrafię jedno, to pewnie mogę spróbować czegoś innego.

Skoro to takie oczywiste to dokładnie tak działajmy w domu. Pomagając dziecku z ortografią, nie róbmy mu dyktand, tylko weźmy jedno, dwa zdania przeanalizujmy w nich ortografię, wytłumaczmy zasady pisowni i dopiero po tym podyktujmy w ramach sprawdzenia, poszczególne wyrazy z tych zdań.

Postawmy na kolorową ortografię, zamiast kazać wkuwać zasady pisowni, których znajomość i tak niewiele pomoże i mówię Wam to jako dysortograf.

Dodawanie, tabliczka mnożenia, czy logiczne myślenie, owszem można kazać dziecku wykonywać żmudne ćwiczenia i nieskończoną ilość przykładów, ale można też mu tę naukę uprzyjemnić kartami matematycznymi Grabowskiego. W trakcie grania dziecko uczy się tabliczki mnożenia lub dodawania – wpadnijcie do nas jutro rano na fb, tam będą do wygrania dwa zestawy kart :)

Odpowiedzialność

Nie powinno być tak, że rodzicom bardziej zależy na nauce niż dziecku i to od pierwszych dni w ławce. Tłumaczenia, że dziecko jeszcze za małe, że ma czas na pamiętanie o zadaniach, to najzwyklejsze przejmowanie odpowiedzialności za coś, za co, to ono powinno być odpowiedzialne. Owszem przypominajmy, że w każdej chwili może na nas liczyć, gdy tylko poprosi o pomoc, ale różnica między pomocą, a wyręczaniem jest ogromna i bardzo ważne jest, by jej nie przekraczać.

Nigdy nie przestanę powtarzać, że dzieci lubią się uczyć, tylko niestety my dorośli bardzo często im tę naukę obrzydzamy swoimi ambicjami, zmuszaniem, porównywaniem oraz oczekiwaniami. Warto się nad tym zastanowić, bo nigdy nie jest za późno na zmianę. Uwierzmy w nie i zaakceptujmy takimi jakie są. Nawet jeśli oznacza to, że nie są najlepsze ze wszystkich przedmiotów, czy nawet z żadnego nie przejawiają nadzwyczajnych zdolności, chwalmy po prostu za starania. Wspierajmy, w tym, że szkoła to często ogromny wysiłek i konieczność rezygnacji z siebie. Nie bójmy się im podziękować za to, że potrafią się w niej odnaleźć. To dla nich naprawdę ważne.

Nie bez powodu nauka nie znalazła się na pierwszym miejscu, bo tak naprawdę od spełnienia w pozostałych obszarach zależy, jakim uczniem jest nasze dziecko. Jeśli czuje ono, że ma w nas wsparcie i zawsze może liczyć na nasze zrozumienie, to szkoła przestaje być tylko smutnym obowiązkiem.