W kilku poprzednich wpisach mówiłam o tym jak ważne jest, rozliczenie swojego dzieciństwa i tego jak traktowani byliśmy przez swoich rodziców. Dzisiaj na konkretnym przykładzie pokażę Wam jak działa mechanizm przenoszenia na swoje dorosłe życie i na swoje dzieci, krzywdy, której doświadczyliśmy.

Poznajcie Elwirę, 40-sto letnią kobietę, matkę dwojga dzieci.

Elwira wychowała się w domu całkowicie zdominowanym przez matkę, która uważała siebie za osobę doskonałą. Elwirę od zawsze traktowała jak dziecko, które nic nie potrafi i które do niczego się nie nadaje. Ty nic nie potrafisz zrobić dobrze…, zobacz co zrobiłaś…, jak można być takim nieporadnym…, te słowa to melodia dzieciństwa Elwiry. Nawet, gdy Elwira już dorosła i teoretycznie uniezależniła się od matki, zakładając swoją rodzinę, matka nie hamowała się w utwierdzaniu jej w tym przekonaniu. Pod płaszczykiem miłości i troski rodzicielskiej, dostarczała jej na przykład czasami, zrobiony przez siebie obiad, jednocześnie podczas wizyty bez ogródek komentując nieporządek. Elwira teoretycznie doceniała ten gest matki, jednak nie zdawała sobie sprawy, że utwierdzał on ją, iż samodzielnie nie potrafi sprostać roli matki, żony i kobiety.

Zdarzało jej się czasami opowiadać osobom najbliższym o tym, że prowadzenie domu, wychowywanie dzieci i praca zawodowa ją przerastają. Nie potrafiła się w żaden sposób zorganizować. Jednak na co dzień stwarzała pozory osoby pewnej siebie, wyzwolonej i zadowolonej z życia.

Jak każde dziecko, całe życie dążyła do zadowolenia matki. Chciała by ta była z niej dumna i doceniła ją taką jaką jest. Takiej możliwości jednak nie było, ponieważ matka Elwiry najprawdopodobniej takiej samej krzywdy doznała ze strony swoich rodziców i nigdy nie zmierzyła się z prawdą o swoim dzieciństwie.

Elwira weszła w dorosłość z niezaspokojoną potrzebą bliskości, akceptacji, bycia dostrzeżoną, kochaną taką jaka jest, uwagi ze strony osób najbliższych.

Musiała więc zaspokoić te potrzeby w inny sposób. Gdybyście poznali Elwirę, nie uwierzylibyście, że jest osobą pozbawioną poczucia wartości i jakiejkolwiek wiary w siebie.

Dusza towarzystwa, wiecznie uśmiechnięta, bez problemu nawiązująca kontakty z ludźmi. Mówiąca głośno, gestykulująca przy tym ciałem i twarzą. Tonacją głosu podkreślająca to, o czym mówi. Elwirę w jej miejscowości znają niemal wszyscy. Z każdym ma o czym rozmawiać, bo w większości rozmów, przeważa temat innych ludzi. Pani Krysi opowiada o rewelacjach z życia pani Moniki, pani Monice natomiast o rewelacjach z życia Krysi. Nie oszczędza w swoich opowieściach nikogo ze swojego kręgu znajomych. Nie ma hamulców by opowiadać o swoim małżeństwie, relacji z matką, która koniec końców zerwała z nią kontakt i tak dalej. W ten sposób kreuje swój przyjacielski obraz w oczach swoich rozmówców. Natomiast mówiąc o matce, obraz ofiary, wzbudzając tym samym litość. Gdy komuś w jej ocenie wiedzie się lepiej, gdy ktoś załóżmy według niej lepiej radzi sobie z organizacją życia zawodowo-rodzinnego, podkreślam według niej, automatycznie staje się bohaterem wielu jej historii. Z początku nawet pozytywnym, dopiero z czasem obraz zmienia się w ten oczerniający.

Dlaczego tak się zachowuje?

W ten sposób zaspokaja swoje deficyty z dzieciństwa. Będąc duszą towarzystwa czuje się zauważona, ważna, akceptowana.

Są to niestety tylko pozory, ponieważ nikt nie jest w stanie zaspokoić tego, czego nie dostaliśmy od własnych rodziców.

Gdy w towarzystwie Elwiry znajdzie się osoba, która ma odwagę powiedzieć jej jak podle się zachowuje i zwrócić jej uwagę, że powinna raczej zająć się swoim życiem, zamiast wiecznie oceniać i komentować cudze, od razu trafia na listę wrogów. Takie osoby Elwira niszczy, środkami pozbawionymi jakichkolwiek zasad moralnych, wykorzystując nawet do tego swoje dzieci.

Rozpoczyna się wtedy proces rozpowiadania, często wymyślonych, przekoloryzowanych informacji na temat wroga. Dowiadują się o nim niemal wszyscy z towarzystwa Elwiry. Nie ma znaczenia czy te osoby znają wroga Elwiry, opowiada historie, które w ich oczach tworzą obraz, kogoś od kogo trzeba się trzymać z daleka.

Robi tak, ponieważ potrzebuje tłumu, który jest jej pokarmem. W pojedynkę jest nikim, tak przecież mówiła jej mama.

Swoich dzieci Elwira oczywiście nie wyklucza z siatki narzędzi. Mają przykazane, że najmniejszą zaczepkę ze strony dzieci wroga, mają zgłaszać jej. Wtedy ona wkracza do akcji. Zaowalowanym, spokojnym tonem głosu stara się w imię troskliwej i kochającej matki, chronić swoje dzieci. Kto jak nie ona ma wziąć je pod swoje skrzydła? Spokojny ton głosu podczas tych upominań dzieci wroga, nie idzie jednak w parze z mimiką twarzy, na której wypisaną ma, tkwiącą w niej nienawiść i chęć zemsty.

Przykładowo – dziecku Elwiry, dziecko wroga zabrało wiaderko. Dziecko Elwiry, bez żadnych emocji – złości, płaczu, czyli uczuć będących nieodzownym elementem takiej sytuacji u dzieci wychowywanych przez dojrzałych rodziców – w wyrachowany sposób, zgłasza ten fakt matce, która w sposób opisany wyżej, reaguje natychmiast. Nie liczy się dla niej obiektywna ocena sytuacji, to, że być może jej dziecko sprowokowało to, co się wydarzyło. Liczy się tylko chęć zniszczenia.

W związku z tym, że nigdy, będąc już dorosłą, samodzielną kobietą, nie zatroszczyła się o dziecko, którym była, dokładnie tą samą krzywdę projektuje na własne dzieci. Wszystko oczywiście znowu pod płaszczykiem troski i miłości – przyjdź i powiedz mi, gdy cię dręczą, a ja pomogę ci to rozwiązać. To pierwsze z sygnałów, poprzez które teraz ona, tak jak niegdyś jej matka, utwierdza swoje dziecko w przekonaniu, że ona zrobi to za niego – nie rozwiążesz tego problemu sam, potrzebujesz mojej pomocy.

Bardzo często takie osoby próbują skrajnej metody i wychowują dzieci w przeświadczeniu, że te są lepsze od innych. Są przekonane, że chwaląc, wspierają ich poczucie wartości i sprawiają, że te czują się potrzebne, kochane i zauważone. Tymczasem podobnie jak w poprzednim przypadku, nie pozwalają swoim dzieciom być po prostu sobą. Osobami popełniającymi błędy, niedoskonałymi, mającymi prawo do pomyłki i niewłaściwego zachowania. Te dzieci podobnie jak ich rodzice, będą musiały w zderzeniu ze światem (gdy wyjdą spod rodzicielskich skrzydeł) wiecznie zasługiwać na uwagę, być może właśnie poprzez gwiazdorzenie w środowisku i skupianie tym samym na sobie uwagi tłumu. W swoim przekonaniu będą musiały być we wszystkim najlepsze, bo mama tak uważała, nie mogą jej zawieść.