Jednym z najtrudniejszych zadań, jakie stoją przed rodzicem jest dostrzeżenie, że ich dziecko z nimi współpracuje. Nadal wielu o tym nie wie, a gdy usłyszą lub przeczytają o czymś takim jak „współpraca”, nie potrafią odnaleźć jej w zachowaniu swoich dzieci. Skupiają się na tym, że jest nieposłuszne, przekorne, niezdyscyplinowane, ale za nic w świecie nie widzą w ich zachowaniu działania mającego na celu z nimi współpracować.

Brak świadomości współpracy dzieci z rodzicami jest jednym z bezpośrednich powodów tego, że uciekają się oni do kar, szantażu słownego, czy nawet klapsów. Tymczasem wystarczyłoby zdać sobie sprawę ze swojej mocy, uwierzyć w nią, ale jednocześnie okazać dziecku szacunek i prawo do zachowania swojej integralności.

Wyobraźmy sobie taką sytuację – prosimy dziecko o posprzątanie ze stołu zabawek, ponieważ chcemy podać obiad. Dziecko zajęte czymś innym, nie wykonuje naszej prośby, a kolejne prośby spotykają się z tą samą reakcją co pierwsza. Wzbiera w nas bezsilność, która z kolei powoduje złość i często w tym momencie uciekamy się do gróźb. Mówimy coś w rodzaju:

– Jeśli w tej chwili nie pozbierasz tych zabawek, wszystkie lądują w koszu, słyszysz?

Zdarza się, że dziecko zareaguje i po takim komunikacie ze strachu, z płaczem posprząta zabawki, ale równie często zdarza się, że wcale tego nie zrobi. Możemy brnąć i kolejnymi karami próbować wymusić posłuszeństwo, ale możemy też wycofać się i spróbować inaczej.

Niestety nadal w naszych przekonaniach głęboko zakorzenione jest, że dzieci powinny robić to, czego od nich oczekujemy. Mimo dużo większej świadomości szacunku do dziecka i jego integralności, w podobnych sytuacjach włącza nam się syndrom „walki o to, czyje będzie na wierzchu” – ja ci pokażę, kto tu rządzi. Jak w amoku, pakujemy do worka zabawki. Kosz odpada, bo jakby nie patrzeć, to nasza kasa, więc piwnica okazuje się dobrym rozwiązaniem, by myślało, że naprawdę je wyrzuciliśmy. Zabawki suma sumarum pozbieraliśmy, więc sami. Dziecko płacze, bo myśli, że je naprawdę straciło, nas zaczynają dopadać wyrzuty sumienia i nikt z tej sytuacji nie wyciąga niczego pozytywnego. Nikt się o nikim niczego nie dowiedział, co najwyżej dziecko, że jeśli chce uniknąć gniewu rodzica, musi robić dokładnie to, co mu każe.

Dziecko w końcu odkryje te zabawki w piwnicy i one wcześniej, czy później wrócą do domu… ale to już temat na kolejny wpis.

Póki co spójrzmy na tę sytuację raz jeszcze – mama prosi syna, by pozbierał swoje zabawki ze stołu, bo ona chce podać obiad. Dziecko oczywiście zajęte czymś najważniejszym na świecie, nie ma na to ochoty i zwyczajnie ignoruje prośbę mamy. Mama przypomina mu po chwili, o co prosiła i jednocześnie, mocno już zdenerwowana dodaje:

– Widzę, że jesteś zajęty zabawą, ale chciałabym podać obiad i nie mogę tego zrobić, bo cały stół zawalony jest twoimi zabawkami. W ciągu pięciu minut masz zrobić z nimi porządek!

Dziecko bardzo często posprząta je po takim komunikacie, choć zdarza się, że tego nie zrobi. Co w takiej sytuacji pozostaje nam jako rodzicom?

Kluczowym okazuje się fakt, jak pilne DLA NAS jest, by podać obiad w tym dokładnie momencie.

  • Jeśli wiemy, że dziecko jest już na pewno głodne, bo sporo minęło od poprzedniego posiłku i mamy świadomość, że głód może zdominować jego nastrój, a to z pewnością będzie niezłym sprawdzianem dla naszej cierpliwości. Może sami jesteśmy bardzo głodni i nie wchodzi w grę przełożenie pory obiadu.

W takiej sytuacji powinniśmy rozpatrzeć możliwość posprzątania zabawek za dziecko, umożliwiając tym samym domownikom zjedzenie obiadu i szczerze poinformować dziecko o tym, co zaszło:

Zignorowałeś moje prośby o posprzątanie zabawek ze stołu. Jak widzisz, musiałam to zrobić za ciebie i wcale się z tym dobrze nie czuję, bo nie lubię robić tego, co nie należy do moich obowiązków. Czy uważasz, że to jest w porządku?*

Wcale nie ma konieczności, by dziecko udzieliło odpowiedzi na tak postawione pytanie. Chodzi o to, by  poświęciło chwilę na refleksję nad tą sytuacją.

  • Innym rozwiązaniem jest zaproponowanie dziecku, wspólnego sprzątania zabawek:

Widzę, że jesteś bardzo zajęty, choć posprzątamy zabawki wspólnie.

  • Przychodzi mi do głowy jeszcze trzecie rozwiązanie, dla mnie najprzyjemniejsze. Parzymy sobie kawę, bierzemy dobrą książkę i oddajemy się chwili tylko dla siebie. Gdy dziecko dopomina się o obiad, spokojnie informujemy je, że prosiliśmy o to, by zabawki zniknęły, więc skoro one nadal tam są, nie możemy podać obiadu.

Taka empatyczna postawa dostarcza dziecku bardzo wielu cennych informacji o nas. Czuje się ono poważnie traktowane, poznaje nasze granice lub konsekwencje swoich działań. Wszystko to zbliża je do podjęcia bardziej świadomej decyzji następnym razem, gdy będzie wybierało między zajęciem, któremu się oddaje, a tym, o co je prosimy.

Brzmi pięknie, w rzeczywistości często jest bardzo trudne, ponieważ wymaga ogromu pracy i zwrócenia się w stronę naszych ograniczeń i stereotypów. Posprzątanie zabawek za dziecko, zdaje nam się być uległością, a ta z kolei stoi w sprzeczności z tym, jak nas wychowywano. Mózg podrzuca nam terminy – autorytetu, rozpuszczania dziecka, podporządkowania się jego widzi mi się, itp. Co więcej, gdy sytuacji przyglądają się inne osoby, obawiamy się oceny z ich strony, tego, co pomyślą o nas jako rodzicach. By tym wszystkim myślom nie ulec, dobrze jest wsłuchać się w siebie i zastanowić się, skąd one pochodzą? Czy rzeczywiście są spójne z naszymi wartościami? Czy tak chcemy wychowywać nasze dzieci? Czy nie chodzi nam właśnie o to, by się im przeciwstawić?

Jeśli zadamy sobie te pytania, powinno być nam łatwiej, wytrwać w budowaniu relacji, która zbliża.

Nie powinniśmy oczekiwać, że dzieci zawsze będą wykonywały to, o co je prosimy. Powinniśmy zawsze brać pod uwagę etap rozwoju, ich temperament, czy nawet okoliczności, w których znajdują się danego dnia. Wszystko ma wpływ na ich współdziałanie z nami.

Mi często pomaga myśl, że skoro nie chce zrobić tego, o co proszę, to znaczy, że w danej chwili nie potrafi inaczej lub inna czynność jest dla niego tak ważna, że mi nie pozostaje nic innego, jak się z tym pogodzić.

*W związku z tym, że przykład dotyczy pory posiłku, dodam, by takiej rozmowy nie prowadzić przy stole, ponieważ wspólny posiłek to nie jest moment na wychowywanie dzieci. Spokojnie możemy z tym, co chcemy dziecku powiedzieć, poczekać. Jeśli stół i wspólny posiłek służy nam do pouczania dzieci, możemy być niemal pewni, że gdy wejdą one w okres nastoletni, wybiorą na towarzysza posiłków cisze i spokój w swoim pokoju.

Zdj. https://www.pexels.com/