Chyba każdy z nas doświadcza takiego dnia, kiedy dzieci zachowują się, jakby w domu nie obowiązywały żadne reguły i zasady. Biją się, kłócą, skarżą na siebie, wyzywają, przeszkadza im nawet, gdy jedno przejdzie obok drugiego. Oczywiście rodzicom często udziela się to, co się dzieje, pojawiają się upominania i krzyk, co w efekcie prowadzi do tego, że sytuacja w domu zaczyna przypominać armagedon.

Rodzicom odechciewa się wszystkiego, Ci którzy stosują kary w tym momencie sypią nimi jak z rękawa:

– Jak się w tej chwili nie uspokoicie to nici z wyjścia do kina/na plac zabaw/ wycieczkę rowerową, czy co tam jeszcze mieliśmy zaplanowanego.

Tymczasem to działanie pozbawione sensu, ponieważ najlepszym, co możemy zrobić głównie dla siebie, jest właśnie wyjście z domu. Może nie do restauracji, bo raczej mała szansa by jej nie roznieśli, ale boisko, zoo, wesołe miasteczko, park, plac zabaw, rower, rolki, to jest to, czego one potrzebują, by rozładować energię, która demoluje nam mieszkanie.

Tak głęboko mamy zakodowane, że na wszystko trzeba zasłużyć, że ciężko przebić nam się przez tą wdrukowaną w nas zależność – jeśli nie zaczniecie się normalnie zachowywać, zostajemy w domu. Tutaj pojawia się pytanie, czym jest ta normalność, jeśli chodzi o dzieci? Czy nie jest ona właśnie tą głupawką, której nie potrafią opanować? Czy prawem dziecka nie jest radzenie sobie z emocjami w sposób niekontrolowany? Czy siedzenie w bezruchu nie przeczy dziecięcej naturze? Czy relacja rodzeństwa nie powstaje właśnie poprzez te ciągłe kłótnie? I w końcu to najważniejsze pytanie – czy rolą rodziców nie jest wspieranie dzieci i pokazywanie im jak inaczej mogą te emocje i tą energię uzewnętrznić?

Czas spędzony z rodzicami, na wspólnych wycieczkach, wyjściach na wystawy, do zoo, czy wesołego miasteczka należą się dzieciom ot tak, po prostu. I właśnie wtedy, gdy zachowują się w sposób nie do przyjęcia, najprościej zabrać je na spacer. Wyszaleją się, wykrzyczą i wybiegają, a w drodze powrotnej będziemy mieli okazję porozmawiać z nimi o tym, co jest nam trudno w domu zaakceptować i dlaczego. To zdrowsze dla naszego zdrowia psychicznego i dla ich prawa bycia dzieckiem – głośnym, energicznym, z milionem pomysłów.

One potrzebują nas przede wszystkim wtedy, gdy najmniej na to zasługują – to jedna z najbardziej wartościowych prawd rodzicielstwa. Nie potrzebują nas wtedy, gdy są spokojne, mniej naładowane i świetnie idzie im wspólna zabawa lub zabawa z samym sobą. To jest czas, kiedy spokojnie możemy zaparzyć kawę, usiąść i poczytać książkę. To jest czas, kiedy powinniśmy ładować swoje akumulatory, by okazać im wsparcie, gdy znowu wulkan energii zacznie się z nich wydobywać.

To takie logiczne, a jednak wielu rodziców działa zupełnie inaczej.

Kolejnym przykładem nielogicznego działania dorosłych jest szkoła

Załóżmy, że dziecko uwielbia grę w piłkę nożną, od małego jest więc zapalonym piłkarzem. Na treningi chodzi z wielkim entuzjazmem. Później idzie do szkoły, w której od samego początku średnio sobie radzi. W kolejnych klasach ewidentnie widać, że orła z niego nie zrobimy. Co w takiej sytuacji robią niektórzy rodzice – ograniczają treningi. Tłumacząc to tym, że szkoła jest najważniejsza i to o niej powinno myśleć w pierwszej kolejności. I gdzie tu logika?

Przecież widać, że ta piłka może być jego konikiem. Najprawdopodobniej w szkole zawsze będzie przeciętny z tendencją do słaby, ale za to może być świetnym piłkarzem/pływakiem/może pięknie malować/ może znać się na kosmosie jak nikt inny w jego wieku. Co z tego, że słaby z matematyki, polskiego czy geografii, za to świetny w tym, co kocha, co sprawia mu prawdziwą przyjemność i co może stać się jego pasją, która zagwarantuje mu, że nigdy w życiu nie będzie musiał pracować dokładnie tak, jak wszyscy Ci, którzy z pasją robią to, co przynosi im szczęście i pieniądze.

Warto się nad tym zastanowić. Warto umocnić się w teraźniejszości i w tych najtrudniejszych momentach powtarzać sobie, że one z tego wyrosną, że to zachowanie to tylko etap, jeden z wielu w ich rozwoju. Jeśli okażemy dzieciom wsparcie o którym napisałam, dołożymy cegiełkę do wzajemnej relacji.

 Zdj. pexels.com

Inne wpisy