Często w procesie wychowania tłamsimy i odbieramy dzieciom to, co w nich najcenniejsze. Walczymy z upartością, gdy tymczasem upartość determinuje podążanie za wyznaczonym sobie celem. Wymagamy uległości, a przecież ludzie ulegli nie potrafią walczyć o swoje. Nie pozwalamy wyrażać własnego zdania, zapominając o tym, że tylko Ci którzy posiądą tą umiejętność, mogą kreować rzeczywistość.

Dzieci tak często słyszą, że muszą być grzeczne i posłuszne. Nie wolno im sprzeciwiać się woli rodziców, bo to odczytywane jest jako zachowanie niepożądane. Uległość i posłuszeństwo zaczynają definiować takie dzieci i z tymi cechami wchodzą one w dorosłość. Niestety  tacy ludzie bardzo często w każdej nawiązanej później relacji, wchodzą w rolę uległego i posłusznego. Owszem niektórzy z nas są tacy z natury i oni bez wątpienia odnajdą w tej roli swoje szczęście, ale czy ktoś, kto w głębi duszy jest kimś zupełnie innym, może poczuć się wtedy  szczęśliwy? Takim osobom brak odwagi , pewności siebie, charyzmy i wiary we własne możliwości. To nie przed takimi osobami życie rozpościera swe wrota.

Wychowując według utartych kanonów „dobrego wychowania”, odbieramy dziecku to, co ma najcenniejszego. Odbieramy mu osobowość. To owszem często czyni proces wychowywania mniej problemowym, ale czy mamy do tego prawo? Czym kieruje się człowiek, próbujący zmienić drugiego człowieka na wzór swoich wyobrażeń? Czy rzeczywiście robi to dla jego dobra? Czy jednak dla własnych korzyści?

Przykładowo – pyskatość, choć dużo przyjaźniejszym określeniem jest gadatliwość. Jeśli dziecko za każdym razem dyskutuje i poprzez mniej lub bardziej trafione argumenty próbuje wpłynąć na podjętą przez rodzica decyzję, możemy zachować się na dwa sposoby:

  • słuchać, rozmawiać, wysuwać swoje argumenty i próbować dojść do konsensusu, lub
  • skorzystać z władzy rodzicielskiej i bez dyskusji nakazać.

Drugie rozwiązanie to bez wątpienia droga na skróty. Mam nadzieję, że każdy z Was zdaje sobie z tego sprawę.

Takie dziecko nie będzie miało okazji nauczyć się rzeczowej rozmowy na argumenty, bo jego rola ograniczała się do wykonywania poleceń. Z tą umiejętnością podporządkowywania się, wejdzie w dorosłość. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że taką samą pozycję przyjmie w relacji z mężem, kochanką, nauczycielem, pedofilem, czy mobbingującym szefem i nawet jeśli będzie miało ogromne szczęście i nie trafi w swoim życiu na osoby, które to wykorzystają, jedynym, co będzie mogło osiągnąć, jest perfekcjonizm w byciu narzędziem w czyichś rękach.

Właśnie dlatego ci, którzy mają odwagę sprzeciwić się takiemu podejściu rodziców, czyli Ci zbuntowani, bez wątpienia wychodzą z tego wygrani, choć często ceną którą płacą, jest konflikt z rodzicami.

To tłumaczy tak częste, bardzo skomplikowane relacje rodziców z ich odnoszącymi sukcesy dorosłymi dziećmi. Wydaje się, że mają wszystko, a jednak pozostają w konflikcie. Dzieje się tak, ponieważ ten konflikt narastał między nimi przez te wszystkie lata, kiedy rodzice wymuszali bezwarunkowe posłuszeństwo, a dziecko miało odwagę się temu przeciwstawiać. Koszt takiego starcia jest ogromny – brak relacji, ciągłe niezadowolenie rodziców, którzy nie chcą zauważyć, że ich syn/córka bez tej upartości, która pozwalała mu tyle lat walczyć z narzucanym przez nich systemem wychowania, pozwala mu teraz być na przykład realizującym się i odnoszącym sukcesy prezesem dużej korporacji, mającym odwagę podążać pod prąd artystą, czy zapalonym obrońcą praw zwierząt.

Ci natomiast, którzy pozwolą się zdominować, będą musieli albo znaleźć w sobie niewyobrażalną siłę, by na nowo odkryć to z czym przez tyle lat walczyli jego rodzice, albo już nigdy nie będą potrafili wyjść życiu naprzeciw i stać się tym, kim są naprawdę. To wszystko, co zniszczyli rodzice, mieszka gdzieś na dnie, a odnalezienie tego jest najtrudniejszą pracą, którą musi wykonać człowiek chcący odnaleźć to, co ma w sobie najcenniejszego. Być może zajmie mu to resztę jego życia. Czy naprawdę takiej przyszłości pragniesz dla swojego dziecka?

Nie obawiaj się, że pozwalając wyrażać swoje zdanie, tak naprawdę nie wychowujesz, bo jedynym modelem rodziny, który znasz, jest model autorytarny. Mylisz się, mówiąc, że wychowanie jest narzucaniem swojej woli i wiecznym odwoływaniem się do tego, że jesteś starszy, mądrzejszy, więcej przeżyłeś i to ty najlepiej wiesz, co jest najlepsze dla twojego dziecka. Zamiast tego wszystkiego wychowuj przez duże „W”, ucząc rzeczowej rozmowy na argumenty, licząc się z tym, że ono choć młodsze rzeczywiście może mieć rację, lub może mieć po prostu swoją rację, którą musisz przyjąć i się z nią pogodzić. Dzięki takiemu podejściu nie dość, że zbudujesz prawdziwy autorytet, to jeszcze twoje dziecko z tymi umiejętnościami i pewnością siebie zacznie realizować się w związku, w szkole i w pracy.

Każdy z nas rodzi się niepowtarzalny, wyjątkowy i idealny. Patrząc na swoje dziecko, które sprzeciwia się temu, co do niego mówię, nie próbuje stłamsić w nim tej cechy. Wychowując, uczę go panować nad formą wypowiedzi, przyjmowania argumentów strony przeciwnej, wyciągania wniosków i jeśli zachodzi taka potrzeba, umiejętności przyznania się, że nie miał racji. W żadnym wypadku nie wymagam uległości.

Są dni, kiedy to jest cholernie trudne, wiecie? Ile łatwiej byłoby skorzystać ze swojej rodzicielskiej władzy i po prostu wymagać, zamiast dyskutować, tylko łatwiejsze wcale nie oznacza lepsze, tego zamierzam się trzymać. Oczywiście zdarza się, że polegnę, ale zawsze wtedy tłumaczę, że nie miałam prawa użyć swojej władzy rodzicielskiej, by na nich wpłynąć.

Trzeba to powiedzieć głośno – wymagając by dziecko zachowywało się w określony, ustalony przez nas sposób, nakazując posłuszeństwo, zawsze kierujemy się potrzebą służącą nam samym, a przecież dobro i szczęście naszych dzieci jest najważniejsze, tak?

Zdj. pexels

12 października prowadzę we Wrocławiu seminarium inspirujące 

Agresja niebezpieczne tabu

Serdecznie zapraszam Was do  udziału.

Szczegóły w zakładce warsztaty oraz na facebooku – TU

Inne wpisy