Możecie podzielić się odpowiedzialnością za obiad, za pranie, za wynoszenie śmieci, itd., ale nie możecie podzielić się odpowiedzialnością za dziecko. Każdego dnia oboje powinniście być za nie odpowiedzialni w 100 %.

W dzisiejszych czasach nikogo nie dziwi widok ojca przewijającego dziecko, pomagającego przy jego kąpieli, na placu zabaw lub spacerującego w parku i jest to bez wątpienia ogromny plus dla rozwoju tego małego człowieka. Wydawać by się więc mogło, że dzisiejsze kobiety nie mają na co narzekać, tym bardziej że większość z nich doskonale pamięta model rodziny, w której się wychowały, kiedy to ojciec wracał do domu i sprawy domu ani dziecka nie interesowały go w ogóle. On był od zarabiania pieniędzy i na tym jego rola się kończyła. Ani żona, ani społeczeństwo nie wymagali od niego niczego więcej.

Odnosząc „dzisiaj” do „wczoraj” nie mamy prawa narzekać. Tymczasem czujemy się zmęczone tym, co spoczywa na naszych barkach.

Dzieje się tak dlatego, że w tym wszystkim chodzi o odpowiedzialność. Panowie owszem pomagają, ale to my kobiety musimy o wszystkim pamiętać. To w naszym terminarzu widnieją szczepienie, wywiadówki, informacje o teatrzyku, za który trzeba zapłacić, urodziny kolegów z klasy dziecka, konieczność kupienia prezentu, nowych butów na zimę, dopilnowania, czy dobrze umył uszy, pamiętania o koszuli na apel i o laurkach na dzień babci. Owszem mamy wsparcie i gdy tylko powiemy mężowi, by poszedł na pocztę je wysłać, on weźmie dziecko i zrobi to, o co go poprosiłyśmy. Tylko niestety mimo wszystko zostajemy w domu z poczuciem niewdzięczności.

On przez to wszystko czuje się niedoceniony, bo naprawdę stara się nam ulżyć i ściągnąć z nas część obowiązków.

Nie trudno domyślić się, że to powoduje nieporozumienia. Często z tego powodu dochodzi do spięć, w których każdy czuje się winny i niedoceniony.

Odpowiedzialność

To ona jest powodem żeńskiej (zwykle spoczywa na kobiecie, choć zdarzają się sytuację, kiedy to mężczyzna za wszystko odpowiada) frustracji i to ona tak bardzo wykańcza. Wyobraźcie sobie, że jesteście menadżerami jakiegoś zakładu. Macie doskonale wyszkoloną i kompetentną kadrę pracowników, którzy wzorowo wykonują każde zlecone im zadanie, ale tylko na Waszych barkach spoczywa odpowiedzialność za cel. Każdemu działowi musicie po kolei mówić, co ma zrobić. Nikt z nich nie próbuje przewidzieć co w następnej kolejności. Bezbłędnie wykonali jedno, czekają na kolejne polecenie i tak każdego dnia. Za każdym razem, gdy o czymś zapomnicie, wszystko się wali, a oni z uśmiechem na twarzy mówią, że przecież nie mówiliście, że trzeba to zrobić. Nie ważne jest dla nich, że przecież codziennie cykl wygląda tak samo. Wczoraj, przedwczoraj, tydzień i miesiąc temu to zrobili, a dzisiaj nie powiedzieliście, więc pomyśleli, że nie trzeba i wszystko się rypło.

Długo tak pociągniecie? Czy jednak po krótkim czasie będziecie tak przytłoczeni natłokiem odpowiedzialności, że wypompowana zostanie z Was cała energia i wiara w sens tego, co robicie?

Tak to mniej więcej wygląda, jeśli chodzi o życie rodziny. Nie każdej, nie osądzajcie mnie o generalizowanie, bo wiem, że istnieją wyjątki, ale niestety w wielu współczesnych rodzinach tak to właśnie wygląda.

 Panowie wiedzą, że nie chcą tak jak ich ojcowie, stać z boku, ale nie mają na siebie pomysłu.

My drogie Panie nie wypadamy w tym wszystkim lepiej, bo często wszystko zaczyna się od tego, że jesteśmy wszechwiedzące . Przewijamy, kąpiemy, karmimy, a gdy ojciec dziecka, chce coś zrobić sam, patrzymy mu na ręce, czy na pewno nie zapomni pokremować dupci, bo przecież się odparzy. Nie podobają nam się zabawy taty z dzieckiem (zbyt agresywne), sposób, w jaki usypia (często ojciec śpi, a dziecko się na nim turla), ubiera, gdy wychodzą na dwór i tak dalej i tak dalej. Rok pod taką czujną obserwacją wystarczy, by się wycofał, nawet jeśli miał najwłaściwsze zamiary wzięcia na siebie odpowiedzialności za SWOJE dziecko.

Często nie wiemy, o co chodzi. Czujemy, że coś nie gra, ale ciężko nam zlokalizować problem. Warto wtedy przeanalizować, na kim spoczywa odpowiedzialność. Jak najprościej? Zostawcie ojca z dziećmi samego na tydzień. W tym czasie nie wolno Wam do siebie dzwonić. On poczuje przez ten czas, na czym polega odpowiedzialność, a Ty będziesz świadoma, które obszary są dla Ciebie najbardziej obciążające – jeśli non stop zadręczasz się, czy na pewno zjadło obiad i czy dobrze je ubrał na ten mróz, to na pewno nad tym powinnaś pracować w pierwszej kolejności.

Jak?

Po powrocie nie wtrącać się w to, co robi Twój mąż. Jeśli to on wychodzi z dzieckiem na dwór, to on w tym momencie odpowiada za jego właściwy strój. Owszem może zapyta, czy rajtuzy są niezbędne, ale nawet wtedy lepiej odpowiedzieć, że na pewno ubierze dziecko odpowiednio, a jak nie to najwyżej wcześniej wrócą do domu. Niech poczuje, że mu ufasz. Nie oszukujmy się, ale nie raz same robimy coś źle i nasze dzieci od tego nie umierają, więc dlaczego on nie mógłby się pomylić?

Możecie podzielić się odpowiedzialnością za obiad, za pranie, za wynoszenie śmieci, itd., ale nie możecie podzielić się odpowiedzialnością za dziecko. Każdego dnia, powinniście być za nie odpowiedzialni w 100 %.

Nie powinno być tak, że zawsze jedno z Was deleguje zadania:

Jedź kupić mu prezent dla kolegi na urodziny.

Pamiętaj o jutrzejszym szczepieniu – plus oczywiście przypomnienie w dzień szczepienia, żeby na pewno nie zapomniał.

Pamiętaj, że jutro wywiadówka, więc musisz wcześniej wrócić.

Oboje powinniście brać czynny udział w życiu dziecka. Powinniście rozmawiać o tym, że jutro idzie do kolegi na urodziny. Oboje powinniście pamiętać o koszuli i prezencie na tę okazję i zamiast robić sobie później wyrzuty, że ktoś czegoś nie dopilnował, mówić:

Będę jutro w sklepie, więc kupię mu coś dla tego kolegi.

Kto jutro zawiezie go na szczepienie? Ja mam to zrobić, czy Ty już to zaplanowałaś?

Zamieniłem się jutro na zmiany, by zdążyć na wywiadówkę.

Odprowadzając dziecko do szkoły, upewnij się, że ma na kino, za które trzeba zapłacić – mama, dała ci na to kino?

Powinniście się uzupełniać.

Na pierwszy rzut oka, możecie nie widzieć  między nimi różnicy, ale jak się nad nimi dokładniej zastanowicie, zobaczycie, że w drugich, nikt nikomu nie deleguje poleceń dotyczących dziecka. Zarówno ojciec, jak i matka wiedzą, co jest do załatwienia i umawiają się co do najlepszego dla obu stron w danej sytuacji podziału obowiązków. To wszystko dzieje się w czasie rzeczywistym, więc jeśli za dwa dni wypadną urodziny innego kolegi, znowu ustalą między sobą, kto się czym zajmie.

Dzięki temu sytuacja, że tylko jeden z małżonków jest za coś zawsze odpowiedzialny, nie istnieje.

Zdj. https://www.pexels.com/