Mam to szczęście, że jedno z naszych dzieci trenuje piłkę nożną. Wiadomo, z czym to się wiąże – treningi i wyjazdy na różnego rodzaju turnieje oraz sparingi, które dostarczają mi wielu emocji i właśnie nimi chciałam się dzisiaj z Wami podzielić.

Treningi zostawmy, ponieważ odwożę po prostu średniego na trening i przyjeżdżam po niego, jak się kończy. Nie wiem więc, co tam się dzieje i nie wiem jaki udział w treningu mają rodzice, którzy czekają na swoje dziecko.

Wyjazdy i sparingi to natomiast inna bajka. Tam chcę być, ponieważ średni lubi, gdy mu kibicujemy. Choć tego, czego jestem wtedy świadkiem, nie da się opisać w jednym poście, spróbuję. Być może pojawi się refleksja w głowach rodziców, którzy zachowują się w dany sposób instynktownie i nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiali.

Wyobraźcie sobie mecz tych kilkuletnich dzieci – boisko, pole karne, a wokół pola karnego rodzice, którzy przyszli podziwiać młodych piłkarzy. Niestety w tym obrazku czegoś brakuje. Niemal każdy z tych rodziców przeobraża się podczas turnieju w trenera, który oczywiście zna się na piłce najlepiej na świecie. Pytanie, dlaczego jego nazwisko nie widnieje dumnie w kadrze narodowej i dlaczego to nie on w asyście Lewandowskiego walczy, gdy zdobywamy mistrzostwo.

Mam nadzieję, że nie urażę tym nikogo z czytających, ale uwierzcie, że odmóżdżacie taką postawą swoje dziecko. Krzycząc do niego – jaką ma przyjąć pozycję, kogo pokryć, gdzie biec, kiedy strzelić  -odbieracie mu możliwość podejmowania tych decyzji samodzielnie.

Każdy rodzic chciałby podziwiać jak jego dziecko, pnie się po szczeblach sukcesu w dziedzinie, którą sobie wybrało (zakładam, że Wasze dzieci chcą i chodzą na treningi z własnej nieprzymuszonej woli). To oczywiście tłumaczy trudność w pohamowaniu emocji o których wspomniałam, ale odpowiedzcie sobie na jedno podstawowe pytanie – czego przede wszystkim potrzebuje Wasze dziecko, by tak się stało?

INTELIGENCJI. Potrzebuje rozwinąć w sobie umiejętność podejmowania decyzji. Potrzebuje nauczyć się odtwarzania układu zawodników na boisku niemal z fotograficzną dokładnością, by nadążyć za dziejącymi się w każdej mini sekundzie zmianami, podczas przyjęcia zbliżającej się do niego piłki. Mało tego, musi to zrobić w wersji poklatkowej,  Potrzebuje umiejętności wyciągania wniosków z decyzji, które nie były zbyt trafne. Potrzebuje wiary w to, że potrafi. Potrzebuje pewności siebie. Nie da się nie wspomnieć w tym miejscu, że potrzebuje odpowiednich warunków fizycznych (wzrost, masa ciała).

Wykrzykując w kierunku dziecka, co ma zrobić oraz jak się na boisku zachować, odbierasz mu szansę rozwijania tych umiejętności. Bierzesz na siebie odpowiedzialność za instrukcje, które wydajesz. Gdy krzyczysz – tu jest wolne, strzelaj – bierzesz na siebie odpowiedzialność za to, że bramki nie udało się jednak zdobyć. Być może udałoby się, gdyby SAMODZIELNIE podjął inną decyzję. Krzycząc, podaj Stefanowi, to Ty odpowiadasz za to, że piłkę stracili, być może gdyby podjął decyzję SAMODZIELNIE i podał Pawłowi, udałoby im się dłużej pozostać przy piłce. Gdyby natomiast mimo wszystko samodzielnie podjęta przez dziecko decyzja, okazała się równie niekorzystna, miałoby ono chociaż okazję wyciągnięcia z niej wniosków.

Ja podejmuję decyzję = ja ponoszę za nią odpowiedzialność. 

Odpowiedzialność natomiast zmusza mnie do tego, by się na spokojnie nad podjętą decyzją zastanowić, gdy emocje rozgrywki opadną.

Czujecie, że na tym bazuje rozwój?

Odpowiedzialność za to, co się robi, to klucz do sukcesu nie tylko w dziedzinie piłki nożnej. Chcąc zwyciężać, musimy rozwijać w sobie odpowiedzialność za decyzje, które podejmujemy. Musimy umieć przyjmować na siebie porażki i wyciągać z nich wnioski. Bez tego się nie uda, ponieważ każdy sukces okupiony jest ciężką pracą, litrami wylanych łez i wieloma odpowiedziami na pytanie: jak mogłem to zrobić inaczej?

Jest jeszcze jeden paradoks, rodzice krzyczą jeden przez drugiego – strzelaj, pokryj, idziesz, tam masz wolne, a na koniec suma summarum rozmawiając z dzieckiem o meczu, używają formy – mogliście to, czy tamto zrobić inaczej.

Od dawna wiadomo, że pozytywne wzmocnienie jest zdecydowanie bardziej motywujące niż wytykanie dziecku błędów (nie tylko dziecku, jako dorośli działamy dokładnie tak samo). Nasza wiara w ich możliwości, nawet wtedy, gdy nie do końca wychodzi, potrafi zdziałać zdecydowanie więcej niż krytyka. Dzieje się tak dlatego, że potrzebują one na boisku i w każdym innym sporcie przede wszystkim pewności siebie, której nie rozwiną, wiecznie słysząc z naszych ust, co zrobili źle.

Trener na boisku jest jeden i tego się trzymajmy. Zaufaj jego kompetencji, przygotowaniu i wiedzy. Uwierz, że ma swoją taktykę oraz wizję tego, by doprowadzić twoje dziecko do zwycięstwa. Jednocześnie uwierz kochany rodzicu, że zwycięstwo w tych dziecięcych rozgrywkach to sprawa drugoplanowa. Dzieci mają się, póki co, dobrze bawić. Obowiązkowość w treningach, pasja i predyspozycje to trzy składowe sukcesu, który przyjdzie z czasem. Plus oczywiście fakt, że mu tego trenowania nie obrzydzisz.

Podsumowując, jeśli zamierzasz podziwiać mecz swojego dziecka z pozycji trenera, zastań w domu. Zajmij się sobą, może stwórzcie z innymi rodzicami drużynę i pokażcie światu w działaniu swoje świetne przygotowanie teoretyczne. Wymienisz się wtedy ze swoim dzieckiem wrażeniami z boiska, budując tym samym relację, z której w przyszłości będziesz naprawdę dumny.

*W tekście wspomniałam o założeniu, że dziecko samo wybrało daną aktywność, więc poruszę na koniec wątek dzieci, które wbrew sobie realizują ambicje rodziców. Te dzieci nigdy nie osiągną sukcesu. Choćby były najlepsze w tym, co robią, przepłacą to zdrowiem psychicznym, ponieważ nadmiernie współpracując z rodzicami, całkowicie poświęcają siebie.

Zdj. pexels.com

Inne wpisy