Świadomość rodziców wzrasta. Coraz więcej mówi się o zdrowej relacji rodzic-dziecko. Pytamy, poszukujemy informacji i to jest bezdyskusyjnie ogromnie ważne dla rozwoju naszych dzieci. Jednak często to, co słyszymy stoi w całkowitej sprzeczności z tym, co mamy wdrukowane i powtarzamy w postaci schematów z dzieciństwa. Taki jest fakt i trzeba w takich sytuacjach funkcjonować z jednej strony w zgodzie ze sobą, z drugiej w zgodzie z wiedzą, którą zdobywamy.

Bez wątpienia zaliczają się do tego kary/nagrody, które teraz nazywamy konsekwencjami oraz zadania domowe i wszystko to, co wiąże się ze szkołą. Nadal wielu rodziców nie potrafi sobie wyobrazić, by szkoła mogła funkcjonować, na innych zasadach niż wychowując posłusznych obywateli i by można było zaufać dziecięcej chęci do współdziałania w tych obszarach.

Wyciągamy konsekwencje, ponieważ przekonani jesteśmy, że bez tego nasze dziecko się nie nauczy. Pilnujemy zadań i obowiązków szkolnych, przekonani, że gdyby nie nasz nadzór, na pewno nie wywiązywałoby się z tego, co jest jego obowiązkiem.

Z jednej strony mamy więc badania nad rozwojem dzieci, ich mózgu i sposobów najefektywniejszego uczenia się. Ponadto doskonale pamiętamy z własnego dzieciństwa, jak bardzo zależało nam na akceptacji rodziców. Widzimy, jak dziecko spogląda w naszą stronę, szukając aprobaty, że to co robi nam się podoba. Przyznajemy rację, że choć jesteśmy dorośli i nie zależymy już od swoich rodziców, nadal lubimy widzieć w ich oczach dumę, gdy dostajemy dobrą pracę lub udaje nam się własnymi siłami wyremontować swoje pierwsze mieszkanie.

Z drugiej jednak strony nie potrafimy zaufać swoim dzieciom, że one mają tak samo. Trudno nam zaufać temu, że wszystko, co robią nasze dzieci, ma na celu poznanie siebie i rodzica oraz uszczęśliwienie go.

Co w takiej sytuacji?

Rodzice powinni nazwać wątpliwości, które się w nich kotłują. Przyjrzeć się, skąd pochodzi na przykład przeświadczenie, że jak nie skończy szkoły, to na pewno niczego w życiu nie osiągnie i póki co, wziąć na siebie za nie odpowiedzialność. Pamiętajmy, że to, co my uważamy, jest naszą odpowiedzialnością. Gdy uda nam się przejąć za to odpowiedzialność nie powiemy już do dziecka:

– Ucz się, bo bez szkoły niczego nie osiągniesz. Pamiętaj, że robisz to dla siebie nie dla mnie.

Zamiast tego powiemy:

-Chcę, byś przykładał się do nauki i zadań domowych, bo uważam, że skończenie szkoły zwiększa szansę na szczęśliwie życie.

Widzicie różnicę? Ja chcę, byś się uczył. Ja uważam, że to ci coś w życiu ułatwi. Moje wyobrażenia są takie, że to ci zapewni szczęście.

Dziecko dowiaduje się, co jest ważne dla rodzica i chce go uszczęśliwić. To wynika z tego, co napisałam wcześniej – naturalnej chęci dziecka do współdziałania. Dzięki braniu na siebie odpowiedzialności za swoje myśli i przekonania nie obciążamy dziecka poczuciem winy, że coś z nim musi być nie tak, gdy ono nie lubi chodzenia do szkoły, uważa, że to, czego w niej uczą, do niczego mu się nie przyda i chciałoby móc nie czytać tych głupich lektur.

Dzięki temu w przyszłości będzie miało odwagę skonfrontować to, co było ważne dla mamy i taty z tym, czego ono chce.

-Wiem mamo, że według ciebie powinienem wybrać politechnikę, bo jestem dobry z matematyki, ja jednak nie zamierzam kontynuować nauki. Wyruszam w podróż dookoła świata, by poszukać swojego miejsca.

Wielu rodzicom  nie mieści się w głowie zależność między tym, że dzisiaj narzucają swoim małym dzieciom swój pomysł na obowiązki szkolne, a tym, czy one w dorosłości będą miały odwagę pójść swoją drogą.

Związek jest i to ogromny, bo z chęci uszczęśliwiania rodziców, imponowania im, właściwie nie wyrastamy. Nawet, gdy rozmawiam z dorosłymi ludźmi, którzy z różnych powodów nie utrzymują kontaktu, ze swoimi rodzicami. Mówią o nich źle lub niechętnie, często słyszę z ich ust coś takiego:

– Nie są mi oni do niczego potrzebni. Ja im jeszcze pokażę, co potrafię.

Niby zawiść, niby obojętność, a jednak pod nią nadal ukryta jest, ta chęć zaimponowania rodzicom – niech zobaczą.

Zamiast więc straszyć dzieci, że jak nie będą się uczyć, niczego nie osiągną. Zamiast uciekać się do stwierdzeń, że najpierw szkoła później przyjemności, lepiej uczciwie powiedzieć dziecku, że ważne są dla was jego stopnie i to, jak wywiązuje się z obowiązków szkolnych.

To uczciwe, choć mało nastawione na to, co o tym myśli wasze dziecko, ale nie zrywające relacji w czasie kolejnej kłótni o nieodrobione zadanie. Jeśli natomiast nie przestaniecie powtarzać, że dziecko uczy się dla siebie, nie dla was, może dojść do momentu, w którym to, co ono naprawdę zrobi dla siebie, będzie dla was kompletnie nie do zaakceptowania.

Jeśli natomiast wasza codzienność upływa pomiędzy kłótniami o szkołę, warto odpowiedzieć sobie na pytanie – Czy wasze dziecko bardziej niż tych piątek, nie potrzebuje waszej akceptacji i wsparcia?

Zdj. pexels.com

 

Inne wpisy