Rodzic – najtrudniejsza i najbardziej odpowiedzialna rola na świecie. Gdy zostajemy rodzicami, tak na dobrą sprawę nie posiadamy żadnego przygotowania teoretycznego i praktycznego. Z jednej strony cieszymy się z przyjścia na świat tego małego człowieka, z drugiej czujemy bezradność i wielki znak zapytania – no dobrze jesteś tutaj z nami, a ja w ogóle nie wiem, czy sobie poradzę?

Higiena, karmienie, ubieranie – przysparzają pewnych problemów. Konfrontują naszą wytrzymałość ze zmęczeniem, które nie pozwala myśleć racjonalnie, ale jakoś idzie. Jeden dzień gorszy, drugi trochę lepszy. Powoli dochodzimy do wprawy. Jednak szybko przestaje wystarczać taka „obsługa” dziecka, pojawiają się emocje, które wprowadzają niemałe zamieszanie. Pierwsze bunty nasze i dziecka, pierwsze wyrzuty sumienia i pierwsze zachowania, które schematycznie powtarzamy po swoich rodzicach.

Nie ma problemu, gdy to własne dzieciństwo wspominamy z uśmiechem na twarzy. Gdy relacja z rodzicami nie zmuszała nas do prowadzenia podwójnego życia oraz gdy czujemy całym sobą, że to, jak zostaliśmy wychowani, jest tym, co chcemy kontynuować w relacji ze swoim dzieckiem. Niestety w większości przypadków młodzi rodzice nie posiadają takiego wzoru. Jedynym co wiedzą to to, że nie chcą powtarzać błędów rodziców i tutaj pojawia się pytanie – skoro nie to, co pamiętam, to jak?

Doskonale wiedzą, czego nie chcą ale niestety nie mają pojęcia, czym to zastąpić. Półki w księgarniach uginają się od metod wychowawczych, które narzucają wyidealizowany obraz rodzicielstwa. Czytając niektóre, odnosi się wrażenie, że dobry rodzic to rodzic, któremu ktoś wyciął część mózgu, odpowiedzialną za emocje.  Spokojnie, z opanowaniem, pamiętaj to tylko dziecko, ty musisz zachować się jak dorosły, itd.

Tymczasem „instrukcja obsługi” żadnego dziecka nie istnieje. Na to, w co inwestować w poszczególnych relacjach, składa się zbyt dużo zmiennych – osobowość, temperament, styl i warunki życia, aktualne problemy, wsparcie/brak wsparcia osób bliskich, znajomość siebie, dotychczasowe doświadczenia – to tylko niektóre z nich. Rodzicielstwo to pasmo wykluczających się zdarzeń. Wzlotów i upadków. Kryzysów i porażek przeplatanych sukcesami. Tak długo, jak będziemy dążyć do jakiegoś wymyślonego ideału, tak długo nie odnajdziemy radości w relacji z dziećmi.

Jesteśmy ludźmi, którzy mają prawo do błędów. Różnica pomiędzy świadomym rodzicielstwem, czyli takim w którym poszukujemy informacji o rozwoju dziecka oraz próbujemy nie kontynuować zachowań autorytarnych, a tym nierefleksyjnym, polega na tym, że coraz dłużej potrafimy utrzymać relację z naszym dzieckiem. Natomiast, gdy dochodzi do przerwania relacji, wiemy jak do niej wrócić, potrafimy przeprosić dziecko w sposób, który ściągnie z niego poczucie winy oraz przyjrzeć się sobie w sposób konstruktywny. Nie pozwalamy poczuciu winy nami zawładnąć, tylko przyglądamy się z pozycji obserwatora, skąd ono pochodzi i na jego podstawie uczymy się reagować inaczej.

To wymaga ogromnej odwagi. Nauczeni jesteśmy, przerzucania na innych winy za swoje zachowania:

Gdybyście się tak nie darli, nie musiałabym was ukarać.

Nie chce na was krzyczeć, ale nikt nie wytrzymałby tego, co wyprawiacie.

Jak się w tej chwili nie uspokoicie…

W ten sposób wpadamy w błędne koło poczucia winy przerzucanego na dzieci. Sposób ten wcale nie sprawia, że czujemy się mniej winni, gdzieś w pudełku wewnątrz nas zamykamy to uczucie i choć okłamujemy się, że to nie z nami tylko z naszymi dziećmi, jest coś nie tak, wewnątrz czujemy podświadomie, że to pudełko tam jest, coraz pełniejsze.

Usiąść, otworzyć, wyjąć z niego całą zawartość, zadać pytania:

Dlaczego tak się zachowałem?

Kim wtedy byłem?

Co się stało?

Co mnie tak zezłościło?

Kto mnie tak zdenerwował?…

…i zaakceptować, że to ważna część was samych. Taka postawa potrafi zdziałać cuda. Zgoda na siebie to jednocześnie zgoda na dziecko i na wszystkie wasze niedoskonałości, które niczego nie przekreślają, nie świadczą o was źle. Jeśli znajdziecie w sobie zgodę na to wszystko, poczujecie jak ogromny ciężar bycia idealnym, spada z waszych pleców i jak wiele przestrzeni daje waszej relacji z dzieckiem.

Powoli każdego dnia, zaczniecie definiować siebie od nowa. Zamiast ulegać presji przyglądających wam się osób, sami staniecie się swoim obserwatorem. Straci na ważności opinia innych ludzi, bo będziecie mieli odwagę podążać za tym, co wam wydaje się właściwe. Spojrzycie na swoje dziecko i poczujecie, że lubicie tego małego człowieka takiego, jakim jest.

Internet, kolorowa prasa oraz otaczający rodzice, którzy prześcigają się w opowiadani o umiejętnościach swojego dziecka, tworząc ogromną presję, która przytłacza wielu dzisiejszych rodziców, nie ułatwiają takiego spojrzenia na siebie. Stąd mój apel – Jesteś być może jedyną osobą, która może okazać sobie wsparcie w postaci wyrozumiałości, że ani Ty ani Twoje dzieci nie muszą być idealne. Niech inni będą sobie najlepsi we wszystkim, nigdy nie wiesz jakim kosztem do tego doszli i jak wiele musieli poświęcić, by spełnić oczekiwania otoczenia/rodziców/szkoły. Nie goń za nimi, skup się na sobie i pozwól sobie na nie idealność.

 

Zdj. pexels.com

Inne wpisy