Zastanawialiście się kiedyś, jak często przeciętne dziecko w ciągu jednego dnia słyszy, co ma robić, jak się zachować, co wolno, a czego nie wolno?

– Nie wchodź tam.

– Nie liż tej szyby, bo jest brudna.

– Nie trzaskaj drzwiami.

– Przestań krzyczeć, jesteśmy w urzędzie, tutaj trzeba zachować się cicho.

– Przesuń się i przepuść pana.

– Zostaw to, bo stłuczesz.

– Załóż kurtkę, bo jest zimno.

W niektórych przypadkach dodatkowo nie ma tego, co w powyższych przykładach po przecinku, więc dziecko słyszy tylko krótkie  – zejdź, nie liż, nie trzaskaj…

Powiedzcie mi, ile jesteście w stanie wytrzymać, gdy ktoś wiecznie mówi Wam co macie robić? Czy ludzie nie różnią się tym od robotów, że są w stanie samodzielnie podejmować decyzje? W jakim otoczeniu jesteście bardziej skłonni współpracować, tam gdzie ktoś wiecznie narzuca Wam określone zachowania? Czy tam, gdzie jako równoprawny uczestnik, możecie decydować o przebiegu tego, co za chwilę nastąpi?

Jeśli z powyższych przykładów zabierzemy pierwszą część i zamiast narzucać dzieciom, co mają w danej chwili zrobić, powiemy o zagrożeniach, pomożemy dostrzec to, czego mają prawo nie zauważyć, wytłumaczymy, dlaczego akurat teraz nie powinny się w dany sposób zachowywać, to każdy dzień przebiegnie nam w zdecydowanie fajniejszej atmosferze. Ponadto wypracujemy, coś bardzo ważnego. Coś, co w przyszłości pozwoli im nie ulec grupie – pewność siebie i poczucie wartości.

Zastanówmy się, jak moglibyśmy to powiedzieć inaczej:

– To prywatne podwórko. Prywatne, czyli takie na które nie mogą wchodzić ludzie, którzy tam nie mieszkają.

– Zobacz, jak brudna jest ta szyba. Nie wiesz, kto jej wcześniej dotykał, czy miał czyste ręce, czy nie lizał jej jakiś brudny pies.

– Każde drzwi, te również mają klamkę, gdy ją naciśniesz i trzymając naciśniętą, zamkniesz drzwi, one nie trzasną, lub krócej – zastanawiałeś się kiedyś, po co drzwi mają klamki?

– Jesteśmy w urzędzie. Panie, które tutaj pracują, potrzebują ciszy i spokoju, by móc skupić się na tym, co robią. Ludzie, którzy tak jak my przyszli coś załatwić, też oczekują, że wszystko pójdzie szybko i sprawnie, często są zdenerwowani, bo się spieszą lub mają inne sprawy na głowie i każdy krzyk, pisk i głośny dźwięk powoduje, że wszystko się wydłuża.

Ta wypowiedź na pierwszy rzut oka wygląda na zbyt rozbudowaną i taką, której dziecko nie jest w stanie wysłuchać. Jednak to nie prawda. Mówiąc w taki sposób do dziecka w miejscach takich jak urząd, poczta, itd, dodatkowo zajmujemy mu czas. Możemy przy tym wskazać na pracującą w okienku panią, na dokumenty, których ma wokół tak dużo, i na to, że łatwo się pomylić i mamy dwie pieczenie na jednym ogniu. Z jednej strony dziecko jest świadome tego, że nie każde zachowanie tutaj jest właściwe, z drugiej, właśnie w fajnej atmosferze minęło Wam kilka minut, które zbliżyły Was do okienka.

– Kochanie, za Tobą idzie pan, który się spieszy i chciałby szybko cię ominąć.

Można też powiedzieć – gdybyś przesunął się na bok, panu łatwiej byłoby cię ominąć.

– To jest szklane, potłucze się, jak spadnie na podłogę, lub inaczej – boję się, że ci to spadnie, byłabym spokojniejsza, gdybyś jednak odłożył to na miejsce.

Powinniśmy mówić przyjaznym tonem, co wcale nie oznacza, że nie może być to jednocześnie powiedziane stanowczo.

Takie sytuacje uczą dzieci podejmowania decyzji. Rozwijają umiejętność przyczynowo-skutkowej oceny sytuacji i otrzymują one w ten sposób od nas komunikat, że są dla nas ważne.

Umiejętność oceny sytuacji, dostosowania się do warunków panujących w danym miejscu, przewidywania skutków określonych działań i reagowania na zmieniające się dynamicznie otoczenie, jest jedną z najważniejszych. Pozwólmy dzieciom ją w sobie wykształcić. Pomóżmy, ale nie wyręczajmy. Czym innym, jeśli nie wyręczaniem, jest mówienie, jak ma się ono w danej chwili zachować? Jest również drogą na skróty i warto zdawać sobie z tego sprawę.

Wykorzystajmy to, że dzieci wbrew temu, co nam się często wydaje, chcą z nami współpracować. Zatrzymajmy się na chwilę i dajmy im minutę, by same doszły do tego, co w danej chwili  zrobić i jak się zachować.

Wiem, że często naszym przeciwnikiem jest życie w pośpiechu. Nie zmienimy tego, że dzisiaj żyje się szybciej, wiecznie brakuje na wszystko czasu, ale gdyby na początku zacząć od momentów, w których te kilka minut rzeczywiście nas nie zbawi, to nowy sposób komunikacji stanie się nawykiem, a stąd już tylko krok, do lepszej, codziennej komunikacji z własnym dzieckiem.

Pozostaje odpowiedź na pytanie, po co to wszystko? Po co tak utrudniać sobie życie skoro można krócej?

Często zagubienie dzieci wynika właśnie z tego, że oto „wyrwani” spod rodzicielskiego parasola, muszą odnaleźć się w otoczeniu. Dotąd zawsze otrzymywali jasny komunikat – idź, nie idź…, gdy tego zabraknie, nie potrafią same decydować o tym, jak powinny zachować się w danej sytuacji. Nie wykształcając w dziecku umiejętności reagowania i podejmowania decyzji, skazujemy je na to, że w grupie zachowa się jak reszta.

Grupa narzuca zachowania, których takie dzieci nawet nie analizują. Zawodzi umiejętność przewidywania skutków i podejmowania decyzji, ponieważ w pierwszych latach życia takiego dziecka rodzice robili to za nie.

Ma to oczywiście również ogromny wpływ na późniejsze lata życia naszych dzieci. Bardzo ważna jest świadomość, że nastolatek, którego rodzice pozwalali mu na podejmowanie takich decyzji, gdy był dzieckiem, i którzy liczyli się z tymi decyzjami, będzie miał również odwagę podjąć decyzję wtedy, gdy na przykład pod wpływem grupy, stanie przed wyborem – spróbować, nie spróbować. I wcale nie chodzi o to, czy się skusi, czy nie, tylko o to, czy to była kwestia decyzji, czy właśnie presji otoczenia i grupy.

Zdj. pexels.com

Inne wpisy