Od małego wpajana nam jest ogromna odpowiedzialność za drugiego człowieka. Musisz się uczyć, bo wtedy rodzice i nauczyciele będą z Ciebie dumni. Jak nie dasz cioci buzi, będzie jej przykro. Nie łap pająków, bo ja się ich boję. Babcia na pewno się ucieszy, jak zjesz zupkę, którą ci przygotowała.

Dorastamy w przekonaniu, że od tego, co robimy, zależy samopoczucie naszych najbliższych. Nie może tak być. Kiedyś trzeba temu wszystkiemu powiedzieć stop.

Każdy z nas odpowiada za siebie i za to, jak radzi sobie ze smutkiem, z porażką, z niemiłą uwagą, z lękiem o drugiego człowieka. Nikt nie ma prawa oczekiwać od nas, że będziemy kierować swoim życiem, tak by sprostać czyimś oczekiwaniom. To nie nasza sprawa, i jeśli w końcu nie uda nam się tego zrozumieć, zabraknie nam czasu i energii by zatroszczyć się o siebie. To my mamy się realizować, to nam ma sprawiać satysfakcję to, co robimy, to o nasze ambicje chodzi.

Choć to, co napisałam dotyczy każdej sfery naszego życia, a przynajmniej powinno dotyczyć, skupmy się na rodzinie. Jesteśmy rodzicami, więc warto od samego początku zacząć zastanawiać się nad tym, co napisałam. Nasze dzieci nie są maszynką do zaspokajania naszych potrzeb  i jeśli je naprawdę kochamy, musimy w końcu zdać sobie z tego sprawę. To ważne dla ich poczucia wartości, dla kształtowania ich prawa samostanowienia, dla rozwijania w nich poczucia odrębności. Nie czyńmy z naszych dzieci istot, które mają obowiązek spełniać oczekiwania dorosłych.

Wiem, taki model wychowanie oszczędza nam wielu problemów wychowawczych i dostarcza wielu chwil dumy z tego, że mamy „grzeczne” dzieci. Tylko niestety do niczego nie prowadzi.

Gdybym dzisiaj poprosiła grupę dorosłych ludzi, by stanęli naprzeciw swoich rodziców i wymienili, patrząc im w oczy ich trzy wady i trzy sytuacje, które zapamiętali z dzieciństwa, w których nienawidzili swoich rodziców, przeważająca większość miałaby z tym duży problem. Nie dlatego, że ich rodzice nie mają wad lub, że nie pamiętają takich sytuacji. Nie. Tylko dlatego, że wiedzieliby, że tym sprawią swoim rodzicom przykrość. Wytłumaczyliby, że to przecież nie ma znaczenia, bo ich rodzice wychowywali ich najlepiej, jak potrafili i dzięki nim wyszli na porządnych ludzi.

Przestańmy w końcu wszystko sprowadzać do dobrego wychowania i choć raz przyznajmy przed samym sobą, że wielokrotnie mieliśmy ochotę wykrzyczeć światu, jak było nam źle, gdy nikt nie słuchał tego, co mamy do powiedzenia tylko dlatego, że wokół byli starsi, bardziej doświadczeni.

Owszem sprawilibyśmy im tym przykrość, może wywołali łzy, ale czy to na pewno nasz problem? Dlaczego nasz ból jest mniej ważny. Przecież milcząc, cierpimy tak samo, może nawet bardziej, bo nie mamy na to, co czujemy żadnego wpływu.

Jest wiele sytuacji, w których nie powinniśmy czuć się odpowiedzialni za samopoczucie innych. Tak byłoby zdrowiej i zdecydowanie mniej toksycznie. Dzieci dorastające w rodzinach, w których wiecznie oczekuje się od nich brania odpowiedzialności za samopoczucie dorosłych, często nigdy nie potrafią wydostać się spod tej presji. Nawet podejmując decyzje w dorosłym życiu, często kierują się tym, co powiedzą najbliżsi.

Co z egoizmem?

Nie mam w żadnym wypadku na myśli, że zawsze szczerość i bezpośredniość, uważam tylko, że gdy wybieramy między swoim złym samopoczuciem, a innych powinniśmy czasami mieć odwagę postawić na siebie. Tak by była równowaga i byśmy mieli poczucie, że my też jesteśmy ważni. To nie egoizm, to podstawa zdrowych relacji z innymi ludźmi i z samym sobą.

Zacznij trenować tą sztukę już dzisiaj i gdy twój kilkulatek krzyczy:

– Głupia mama!

-Nie chcę mi się gadać!

-Nie chcę dać babci buzi.

Nie obrażaj się, nie udawaj, że płaczesz, nie graj na jego emocjach, tylko przyjmij, że ono tak w danej chwili czuje. Może ci się to nie podobać, ale nie ty w każdej takiej sytuacji, jesteś najważniejszy, ważni jesteście oboje – ty i twoje dziecko, ono nawet bardziej, ponieważ ono cię potrzebuje. Naucz go, gdy emocje opadną, wyrażać złość w inny sposób, nazywać to, co czuje, ale nie zamykaj mu buzi, by za kilka lat potrafiło stanąć i w twarz powiedzieć ci w którym miejscu nawaliłeś. O popełnianych błędach naprawdę da się rozmawiać, pod warunkiem, że przez lata milczenia nie urastają one do rangi kości niezgody w waszych wzajemnych relacjach.

 

Zdj. pexels.com

Inne wpisy